5G – to może nie być rewolucja

Najważniejsze | Newsy
Dodaj opinię
Opinie: 0
5G – to może nie być rewolucja

Adam Gnyra nadaje prosto z Wielkiej Brytanii

5G to temat jak najbardziej na czasie, dominujący w branży telekomunikacyjnej. Pisze się i mówi o rewolucji, której motorem ma być nowa technologia. Autonomiczne samochody, transmisje holograficzne, wirtualna rzeczywistość i tak dalej. Większość z tych rozważań to niestety jedynie takie optymistyczne „gdybanie” przechodzące w fantazjowanie o tym, co można by tu jeszcze wymyślić, by napędzić koniunkturę. Bo gdy nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze…

W kilku krajach 5G „śmiga” już dzisiaj. Szczęśliwi Szwajcarzy, Brytyjczycy czy Hiszpanie teoretycznie mogą już teraz ściągać kosmicznie duże pliki w kilka sekund, chwalić się gigabitowymi transferami i cieszyć oko niespotykanym do tej pory wskaźnikiem koło kresek zasięgu. Psują trochę humor liczne problemy z pokryciem oraz niezbyt optymistyczne publikacje w sieci.  Błyszczące i z trudem spłacane w miesięcznych abonamentach pierwsze smartfony 5G sprzed zaledwie kilku miesięcy szybko zaczynają odstawać od błyskawicznie zmieniającej się telekomunikacyjnej rzeczywistości, choć przecież jako „5G devices” miały być inwestycją w przyszłość.  Sam jestem jednym z owych early adopters i czuję się nieco oszukany. Jeśli chcecie poczytać o moich wrażeniach z obcowania z siecią 5G na co dzień zapraszam do testu pod tym linkiem.

5G

Przypominają mi się początki sieci GSM. Szumne hasła reklamowe mówiące o krystalicznej jakości połączeń, zasięgu pokrywającym „prawie” cały kraj, możliwości dostępu do Internetu (z prędkością 9,6 Kbps). Do tego można było odbierać SMSy, a w nieco lepszych aparatach nawet je wysyłać. Piękne czasy, gdy ceny pozwalały na powstanie fortun właścicieli i akcjonariuszy biznesów telekomunikacyjnych. Czasy, gdy wyżej wymienione usługi, choć drogie, wnosiły sporo ułatwień do codziennego życia zwłaszcza w firmach i przedsiębiorstwach. Przypominam, że mówimy tu o latach 90-tych, gdy w Polsce spora część społeczeństwa nie miała dostępu do telefonu stacjonarnego. Rewolucja, której młodsi Czytelnicy nie pamiętają, rozpoczęła erę komunikacji o jakiej nie śniło się nikomu. Dlatego też pomimo początkowo wysokich cen nikt nie narzekał. A było na co: słabe baterie, kiepski zasięg zmuszający nie raz do stosowania anten zewnętrznych i naliczanie minutowe. Internet w komórce działał tragicznie.

Kilka lat później nadeszła długo zapowiadana era sieci UMTS/3G.  Dostęp do Internetu przestał być uciążliwie powolny, popularność zdobywały też pierwsze serwisy multimedialne. Zasięg stopniowo niewielki szybko obejmował kolejne połacie kraju. Operatorzy zaczęli wprowadzać pierwsze oferty mobilnego Internetu (Blueconnect, iPlus) z jak na dzisiejsze czasy mikroskopijnymi limitami danych, które mogły być namiastką prawdziwego dostępu do sieci. Choć w naszym kraju z wciąż kiepsko rozwiniętą infrastrukturą często były jedynym łączem internetowym w domu. Warto wspomnieć, że jeszcze dziś w niektórych krajach np. w Niemczech nadal działają operatorzy z ofertami ograniczonymi do 3G.

4G to początek innego podejścia do ewolucji telefonii komórkowej. Główną, jak nie jedyną, zmianą był wzrost szybkości dostępu do internetu. Czytając publikacje prasowe i materiały marketingowe sprzed kilku lat i porównując je z dzisiejszymi ciężko powstrzymać uczucie déjà vu. Nowa jakość, rewolucja, futurystyczne zastosowania - czy to nie brzmi znajomo?

Pojawienie się 4G to również czas, gdy technologia przestała niejako nadążać za samą sobą. Brak standaryzacji podstawowych usług zaczął być odczuwalny zarówno dla użytkowników, jak i dostawców sprzętu. Na przykład VoLTE do tej pory jest niedopracowane i rzadko używane. Po drugie stosowane częstotliwości są coraz to dziwniejsze i bardziej egzotyczne. Ich użycie wymusza rosnąca potrzeba wzrostu pojemności. Wiele urządzeń nawet z tego samego regionu świata nie jest w stanie w pełni wykorzystać możliwości lokalnych sieci. Przykładami niech będzie tu brytyjskie O2, w miastach używające pojemnościowego pasma 2300 MHz, nieobsługiwanego przez dużą część telefonów Honor i Sony. Vodafone i Three wspomagają się LTE 1500 MHz, jeszcze bardziej egzotycznym i wspieranym tylko przez nieliczne flagowce. Jeszcze w erze 3G przeciętny telefon obsługiwał kilka – kilkanaście częstotliwości. Dziś ta liczba dochodzi do 30-40. Zwiększa to skomplikowanie toru radiowego, pogarsza czułość, a także przyczynia się do szybszego zużywania się baterii.

Pośpiech przy wprowadzaniu nowych technologii z jednej strony nie dziwi – dostawcy infrastruktury chcą zarobić, my chcemy coraz szybszy internet, ale z drugiej jednak kreuje cala masę problemów. Jak już wspomniano kupiony przeze mnie w sierpniu głośno reklamowany Galaxy S10 5G ciężko obecnie nazwać inwestycją w przyszłość – choć tak właśnie był przedstawiany. Nie obsłuży on ani VoNR, sieci SA, czy też częstotliwości, na których operatorzy zamierzają budować zasięgowe 5G. Do tego obecnie i tak 90% czasu spędza w LTE, a nawet jeśli tu i ówdzie pojawi się zasięg NR to przy codziennym użytkowaniu nie widać żadnej różnicy, o ile nie jest się maniakiem mierzącym czasy ładowania stron czy buforowanie filmów za pomocą stopera.  Obecna sieć 5G nie jest tą z szumnych obietnic w Power Pointach i klipach reklamowych. Nie da sobie rady ani z operacjami na odległość, ani obsługą autonomicznych samochodów. Tak naprawdę jest jedynie nakładką na LTE pozwalającą uzyskać wyższe wyniki na Speedtescie i nieco lepiej radzącą sobie z dużym obciążeniem. Być może stanowi też fundament dla prawdziwego 5G, o którym to już powoli zaczyna się mówić, ale w takim razie, czym jest obecne tak przecież szumnie zapowiadana sieć?

5G

Mamy więc niedopracowany, niedokończony standard na razie obarczony problemami technicznymi, ciężko integrujący się z istniejącą infrastrukturą, lecz zarazem nie mogący bez niej istnieć - standard nie wnoszący na razie nic nowego, oprócz wyższych prędkości i pełen absurdów np. fale milimetrowe zagłuszane przez szybę w drzwiach. Aktualne 5G powiela wady swojego poprzednika, takie jak brak natywnego wsparcia dla połączeń głosowych i zbyt wiele pasm częstotliwości. Mimo to, jest to standard, który jest przyszłością, i czy tego chcemy, czy nie zagości w naszych smartfonach.

Patrząc na rynki krajów zachodnich można jednak zauważyć pewne otrzeźwienie. 5G nie jest już tak często przedmiotem agresywnych kampanii reklamowych. Próżno szukać wyraźnych wzmianek na stronach głównych brytyjskich operatorów. Bardziej opłaca się reklamować najnowsze produkty Apple i ekskluzywne promocje na akcesoria niż technologię, która w zasadzie nie daje nic konkretnego przeciętnemu i potencjalnemu abonentowi. Większość sieci nie pobiera dodatkowych dopłat za dostęp do 5G. Ceny słuchawek 5G też nie odbiegają znacząco od modeli 4G. Często abonenci nawet nie są świadomi, że podpisując umowę z flagowym smartfonem stają się użytkownikami nowej sieci. 

Kilka tygodni temu w światowych mediach i portalach telekomunikacyjnych pojawiają się nazwy dwóch polskich operatorów: Play oraz Plus szumnie ogłaszających budowę 5G w Polsce. Czytając huczne zapowiedzi można być dumnym, gdyż plany są naprawdę ambitne. Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach. Dlaczego?

Po pierwsze zasoby radiowe. Polkomtela problem ten dotyczy w mniejszym stopniu. PLAY ma gorzej. Cóż z tego że standard NR pozwala na uzyskanie fantastycznych osiągów, skoro na małym 15 MHz kawałku 2100 MHz dodatkowo dzielonym z 3G i LTE nigdy nie rozwinie skrzydeł? Teoretycznie dało by się z tego „wyciągnąć” 320 Mbps czyli „dobre” LTE-A. Ciężko jednak liczyć na takie prędkości w „żywej” sieci. Dodatkowe utrudnienie to wspomniane dynamiczne dzielenie częstotliwości, teoretycznie pozwalające na użytkowanie jednego pasma przez różne technologie. Ciężko uwierzyć, że takie majstrowanie przy owym skrawku pasma 2100 MHz nie przyczyni się do pogorszenia jakości usług, a większość obecnych telefonów i tak nie wspiera tych nowoczesnych zabiegów. Będzie to na pewno dobra baza pod pasmo N78 i pozwoli na szybkie jego wprowadzenie po zwycięstwie w aukcji częstotliwości.

Dla Polkomtelu wprowadzenie 5G to świetna okazja do poprawy wizerunku „technologicznego lidera”. W przeciwieństwie do Play problem ilości pasma jest tu znacznie mniejszy, za to sama częstotliwość jest niestety dość rzadko wykorzystywana w 5G, a co za tym idzie ilość terminali jest bardzo niewielka. Pokrycie 7 miast za pomocą 100 stacji bazowych jest chyba deklaracją nieco na wyrost, bardziej prawdziwe było by określenie: „obszarów w siedmiu miastach”. Polkomtel zapewne kierując się wzorami zachodnich operatorów wprowadzi nową technologię tam, gdzie jest naprawdę potrzebna, czyli w miejscach o największym ruchu.  Chwali się bardzo brak ograniczeń w dostępie do sieci, co oznacza, że Plus będzie jednym z pierwszych operatorów na świecie udostępniającym 5G w ofertach na kartę. Wprowadzenie 5G będzie też (jak w PLAY) „testem na żywym organizmie” i zarazem przygotowanie do pełnego startu za kilka miesięcy.

5G

Kwestią otwartą pozostaje sposób funkcjonowania „Polskiego 5G”, czyli kontrolowanej przez państwo zasięgowej sieci w paśmie 700 Mhz, dostępnej dla wszystkich operatorów. Nasuwa się szereg pytań natury technicznej. Czy będzie to sieć NSA czy SA. Jeśli NSA to jak będzie wyglądać współpraca z infrastrukturą operatorów pochodzącą przecież od różnych dostawców? Jak zadziała „nakładanie” na istniejące LTE? Czy dostęp będzie funkcjonował na zasadzie roamingu krajowego (oddzielny kod sieci), czy też poprzez jakaś integrację z możliwością handoverów i przełączania pasm pomiędzy „swoimi” a tymi należącymi do sieci wspólnej? Jeśli zaś roaming, to co z połączeniami głosowymi? Standard VoNR jest nie do końca gotowy i nieobsługiwany przez istniejące terminale. Co z sytuacjami, gdy zasięgowe 5G będzie jedyną dostępną w danym miejscu siecią? Jest to o tyle możliwe, że nawet 2G działa na wyższych, a co za tym idzie gorzej penetrujących częstotliwościach? Jak wówczas zachowają się terminalne bez obsługi VoNR? Trzeba mieć nadzieję, że pomysłodawcy stworzenia krajowego operatora znają odpowiedzi na powyższe pytania i mają pomysły na rozwiązanie trudności technicznych. Może to być trudne, bo Exatel nie ma żadnego realnego doświadczenia w budowie sieci komórkowych.

Jeśli miałbym podsumować sytuację dotyczącą 5G w Polsce i na świecie użyłbym słynnej uczniowskiej maksymy: ZZZ. Tylko że zamiast „Zakuć, zaliczyć, zapomnieć” należałoby powiedzieć „Za szybko, za wcześnie, zbyt pochopnie”.  Nie neguję tu istnienia 5G i nadal uważam, że jest to technologia, która zmieni sposób w jaki postrzegamy komunikację. Jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że abonenci będą jak zwykle królikami doświadczalnymi nie do końca gotowych rozwiązań i niedopracowanego standardu.  Potrzeba czasu by 5G dojrzało i wykrystalizowało się do końca. By choroby wieku dziecięcego zniknęły. Dopiero wówczas ten artykuł straci na aktualności.

Opinie:

Rekomendowane:

Akcje partnerskie: