Najnowszy Pixel 10a trafił do naszej redakcji jeszcze przed oficjalnym startem sprzedaży, zaplanowanym na 5 marca. Zanim jednak przejdziemy do pełnych testów, postanowiliśmy wziąć go do ręki, położyć obok poprzednika i z lupą w ręku przeanalizować świeżo ujawnioną, pełną specyfikację.
Zacznijmy od największego (i najprzyjemniejszego) zaskoczenia. W dobie galopujących cen elektroniki i stale drożejących podzespołów, Google wykonało rzadki ukłon w stronę portfela klienta. Pixel 10a został wyceniony na 2349 złotych (wersja 128 GB), co oznacza obniżkę o 50 zł względem ceny startowej modelu 9a (wariant 256 GB to koszt 2799 zł). Jednak im głębiej wczytujemy się w listę parametrów i im dłużej obracamy ten sprzęt w dłoniach, tym wyraźniej widać, z czego ta obniżka wynika. Z perspektywy hardware'u, Pixel 10a to najbardziej zachowawcza premiera – a wręcz reedycja – w historii Google i nie tylko.
Biorąc Pixela 10a do ręki, jedyną fizyczną zmianą, którą można zauważyć, jest całkowita likwidacja wyspy aparatów. Plecki są teraz idealnie zlicowane z obiektywami, co jest bardzo rzadką cechą w dzisiejszych smartfonach. Urządzenie leży płasko na biurku, co z pewnością ucieszy wielu użytkowników. Kolory są też trochę bardziej nasycone niż rok temu.
Nawet zakładając, że zmian w nowym modelu miało być niewiele, niektóre rzeczy wydają się przegapieniem okazji do unifikacji akcesoriów, jak brak Qi2/MagSafe. Aż się prosiło, żeby cała rodzina Pixeli 10 miała wbudowane magnesy w obudowę. Byłoby to też wyróżnik wobec bliźniaczo podobnego Pixela 9a.
![]()
Z przodu Pixela znów widzimy 6,3-calowy panel OLED Actua z odświeżaniem 60-120 Hz. Ujawnione dane techniczne zdradzają jednak trzy usprawnienia. Po pierwsze, wyświetlacz jest o 11% jaśniejszy (3000 nitów w szczycie względem 2700 nitów u poprzednika). Po drugie, ramki wokół ekranu zostały symbolicznie odchudzone. Trzecia, kluczowa zmiana, dotyczy szkła. Google wreszcie porzuciło przestarzałe Gorilla Glass 3 na rzecz znacznie nowocześniejszego i twardszego Gorilla Glass 7i.
![]()
Jeśli powyższe zmiany podciągniemy pod zachowawczą ewolucję, to w kwestii specyfikacji mamy do czynienia z twardym hamowaniem. Sercem Pixela 10a jest procesor Google Tensor G4. Dokładnie ten sam, który napędza zeszłorocznego Pixela 9 i 9a.
To bezprecedensowa sytuacja. Seria „a” zawsze znana była z tego, że choć tańsza, dostarczała flagowy procesor z bieżącej generacji, taki sam jak w Pixelu Pro. Tym różniły się Pixele od niemal wszystkich innych smartfonów ze średniej półki cenowej. W Pixelu 10a nie dostajemy Tensora G5. Zostajemy przy starym układzie, wspartym 8 GB RAM i 128 GB pamięci na start - nawet startowa wielkość pamięci nie uległa zmianie w porównaniu do starszego modelu. A wydawać by się mogło, że zmiana procesora to takie minimum przy aktualizacji hardware’u do nowszej wersji.
![]()
Specyfikacja potwierdza, że akumulator pozostał bez zmian – to wciąż ogniwo 5100 mAh. Inżynierowie podnieśli jednak nieco moc ładowania. Przewodowo naładujemy telefon z mocą 30 W (wzrost z 23 W), a bezprzewodowo 10 W (wzrost z 7,5 W). Różnica w codziennym użytkowaniu będzie marginalna, ale warto ją odnotować. Standard łączności zaktualizowano z Bluetooth 5.3 na 6.0.
Sprzętowo aparaty również nie uległy absolutnie żadnej modyfikacji (48 Mpix główny + 13 Mpix szeroki kąt). Producent w całości przerzucił ciężar innowacji na algorytmy. Wśród oprogramowania znajdziemy:
Na szczególną uwagę zasługują za to dwie nowości działu łączności. Pierwsza to satelitarna wiadomość SOS, nawet gdy nie mamy zasięgu sieci komórkowej. To nowość w serii Pixel a, ale również wśród smartfonów ze średniej półki cenowej. Co istotne, funkcja działa także w Polsce i jest darmowa przez dwa lata. Drugą nowością jest funkcja Quick Share, która wreszcie ma natywnie współpracować z systemowym AirDropem od Apple. Przesyłanie plików między iOS a Pixelem bez dodatkowych aplikacji to coś, co może przyciągnąć wielu użytkowników.
Gdy na rynek wchodził Pixel 9a (zastępując model 8a), użytkownicy dostali sporo istotnych zmian:
Teraz, przechodząc z Pixela 9a na 10a, lista nowości wygląda znacznie skromniej:
Wniosek nasuwa się sam: Pixel 10a to telefon wydany siłą rozpędu, aby w kalendarzu wydawniczym Google odhaczyć rok 2026. Zrezygnowano z unowocześnienia procesora, pojemności baterii czy modułów aparatów. Wymiana Pixela 9a nie ma niemal żadnego sensu. To propozycja dla posiadaczy znacznie starszych modeli albo smartfonów innych producentów. Dzięki 7-letniemu wsparciu, Pixel 10a pozostaje niezwykle rozsądnym wyborem dla osoby, która szuka niezawodnego telefonu ze średniej półki, którego długo nie będzie miała potrzeby zmieniać. Choć premiera jest wręcz nudna, sam telefon pozostaje wciąż kompletną propozycją dla kogoś, kto zamiast szukać nowości technologicznych, po prostu używa telefonu w codziennych zadaniach.