Duże powiększenie jest jednym z najtrudniejszych zastosowań aparatu w smartfonie. Przy 10x nie wystarczy już dobra matryca i jasny obiektyw – wszystkie telefony muszą w mniejszym lub większym stopniu korzystać z cyfrowego powiększenia i fotografii obliczeniowej. To właśnie wtedy najlepiej widać, czy algorytmy rzeczywiście odzyskują szczegóły, czy zaczynają je po prostu wymyślać.
Porównaliśmy iPhone'a 18 Pro Max, Google Pixel 11 Pro XL, vivo X300 Ultra i Samsunga Galaxy S26 Ultra, wykonując tym razem zdjęcia przy powiększeniu 10x.
Najświeższym telefonem w zestawieniu pozostaje iPhone 18 Pro Max, dostępny w Polsce od 18 września 2026 roku. Pixel 11 Pro XL trafił do polskiej sprzedaży 20 sierpnia, vivo X300 Ultra 16 kwietnia, a najdłużej z całej czwórki dostępny jest Galaxy S26 Ultra, którego regularna sprzedaż rozpoczęła się 11 marca.
W tym porównaniu najważniejszy jest drugi z wymienionych aparatów. iPhone ma teleobiektyw o ekwiwalencie 100 mm i powiększeniu optycznym 4x, połączony z matrycą 48 MP w formacie 1/2,55 cala.
Pixel dysponuje natywnym teleobiektywem 5x o ekwiwalencie 105 mm. Jego matryca ma 48 MP i format 1/1,95 cala, a więc jest wyraźnie większa niż sensor teleobiektywu iPhone'a.
vivo podchodzi do teleobiektywu zupełnie inaczej. Natywna ogniskowa 85 mm jest najkrótsza w zestawieniu, ale za obiektywem znajduje się ogromna jak na teleobiektyw smartfonu 200-megapikselowa matryca 1/1,4 cala. To zdecydowanie największy sensor tele w całej czwórce.
Samsung jako jedyny ma dwa osobne teleobiektywy. Przy 10x istotniejszy jest moduł 5x: 50 MP, 111 mm i matryca 1/2,52 cala.
Żaden z testowanych telefonów nie ma natywnego obiektywu 10x. Każdy musi więc wykorzystać obraz z teleobiektywu i dodatkowo go powiększyć.
iPhone zaczyna od 4x i 100 mm, Pixel od 5x i 105 mm, a Samsung od 5x i około 111 mm. Teoretycznie to właśnie te trzy telefony mają bliżej do docelowego powiększenia niż vivo, którego teleobiektyw ma 85 mm i około 3,7x.
vivo nadrabia jednak parametrami matrycy. Sensor 1/1,4 cala jest ogromny w porównaniu z 1/1,95 cala w Pixelu oraz matrycami około 1/2,5 cala w Samsungu i iPhonie. Do tego ma aż 200 MP, co zapewnia znacznie większy zapas rozdzielczości do cropowania.
Trzeba też pamiętać, że oznaczenie „10x” jest odnoszone do podstawowego aparatu każdego telefonu. W iPhonie, Pixelu i Samsungu główny aparat ma około 23–24 mm, podczas gdy w vivo aż 35 mm i jest to określane jako 1,5x mimo że to podstawowa ogniskowa głównego aparatu.
Zdjęcie świecącego neonu bardzo szybko pokazało, jak różne strategie stosują producenci przy dużym cyfrowym powiększeniu. To szczególnie wymagający motyw: mamy jasną, cienką krawędź na ciemniejszym tle, a więc każdy błąd wyostrzania czy rekonstrukcji szczegółów jest dobrze widoczny.
iPhone 18 Pro Max daje najbardziej miękki obraz w całym zestawieniu. Przy oglądaniu zdjęcia w mniejszym powiększeniu można uznać to nawet za zaletę. Obraz wygląda bardziej naturalnie i nie sprawia wrażenia przesadnie przetworzonego.
Gdy jednak powiększymy zdjęcie, okazuje się, że iPhone zachował najmniej szczegółów. Problemem jest również sama krawędź neonu, która miejscami staje się dziwnie poszarpana.
Galaxy S26 Ultra miejscami definiuje krawędzie wyraźniej niż iPhone. Początkowo może więc sprawiać wrażenie bardziej szczegółowego.
Po dokładniejszym obejrzeniu obrazu widać jednak, że telefon bardzo mocno ingeruje w zdjęcie. Artefaktów jest zaskakująco dużo, a w niektórych fragmentach stają się wręcz karykaturalne. Algorytm próbuje odbudować strukturę obrazu i nie zawsze robi to przekonująco.
W efekcie Samsung może wyglądać ostrzej od iPhone'a, ale niekoniecznie oznacza to, że pokazuje więcej prawdziwych informacji.
Pixel 11 Pro XL wypada wyraźnie lepiej zarówno od iPhone'a, jak i Samsunga. Zachowuje więcej szczegółów, a działanie algorytmów jest mniej destrukcyjne niż w Galaxy S26 Ultra. Pewne artefakty nadal są jednak widoczne.
Największa różnica pojawia się w przypadku vivo X300 Ultra. Zdjęcie jest ostre, szczegółowe, czyste i jednocześnie pozbawione widocznych artefaktów.
To istotne, bo vivo nie osiąga tego przez agresywne wyostrzanie. Drobne elementy wyglądają naturalnie, krawędzie są dobrze zdefiniowane, a jednocześnie nie pojawia się charakterystyczne dla mocnej rekonstrukcji cyfrowej rysowanie detali.
Tutaj ogromna 200-megapikselowa matryca teleobiektywu wyraźnie pokazuje swoją przewagę. Mimo że natywna ogniskowa vivo jest krótsza niż u konkurentów, aparat ma znacznie więcej rzeczywistych danych, z których może stworzyć zdjęcie przy 10x.
Druga scena została wykonana w umiarkowanie trudnym oświetleniu. Tym razem poza szczegółowością bardzo dobrze widać kompromis pomiędzy szumem a siłą cyfrowego przetwarzania obrazu.
iPhone ma zdecydowanie najwięcej szumu, ale jednocześnie pozostaje najbardziej neutralny pod względem działania algorytmów. Apple wyraźnie woli pozostawić w obrazie naturalne zakłócenia, zamiast agresywnie je usuwać i próbować później odbudować utracone detale.
Ma to swoje zalety. Litery i krawędzie nie są tak mocno przekształcone przez algorytmy. Z drugiej strony duża ilość szumu sprawia, że zdjęcie jest najmniej czyste.
W Galaxy S26 Ultra sytuacja jest mniej korzystna. Telefon ma niemal tyle szumu co iPhone, ale jednocześnie wyraźnie widać ingerencję algorytmów.
W praktyce Samsung łączy więc w tej scenie wady dwóch różnych strategii: nie usuwa skutecznie szumu, a równocześnie przetwarzanie obrazu powoduje zniekształcenia drobnych szczegółów.
Nie jest to efekt, którego można byłoby oczekiwać po aparacie mającym natywny teleobiektyw 5x i stosunkowo niewielką drogę do powiększenia 10x.
Pixel 11 Pro XL idzie znacznie dalej w stronę fotografii obliczeniowej. Szum jest praktycznie niewidoczny, co na pierwszy rzut oka daje bardzo czysty obraz.
Ceną jest jednak mocniejsza ingerencja w szczegóły. Na literach napisu Pesto Cafe można dostrzec zniekształcenia wskazujące, że algorytm nie tylko usuwał zakłócenia, ale również rekonstruował część obrazu.
W tym przypadku rezultat jest nadal wyraźnie lepszy niż w Samsungu, jednak przy dokładnym oglądaniu można zobaczyć, gdzie kończy się informacja pochodząca z aparatu, a zaczyna mocniejsze przetwarzanie.
vivo X300 Ultra jest równie pozbawiony szumu jak Pixel, ale przy tym znacznie lepiej zachowuje kształt drobnych elementów. Zniekształcenia liter są mniejsze, a obraz wygląda bardziej naturalnie.
Dodatkowo kolory są czystsze i bardziej nasycone. W tym przypadku nie wygląda to na przesadną ingerencję, lecz przede wszystkim na lepsze oddzielenie kolorów w trudniejszym oświetleniu.
To właśnie połączenie skutecznej redukcji szumu z zachowaniem rzeczywistych szczegółów jest największą przewagą vivo.
Na kolejnym zdjęciu, przedstawiającym ciężarówkę, sytuacja zasadniczo się nie zmienia.
iPhone nadal prezentuje bardziej zachowawczą obróbkę, ale okupuje ją większym szumem i mniejszą ilością szczegółów. Samsung próbuje mocniej poprawić obraz algorytmicznie, jednak efekty tej obróbki są widoczne.
Pixel daje znacznie czystszy i bardziej szczegółowy obraz niż Apple oraz Samsung, ale przy bardzo dokładnym oglądaniu nadal można zauważyć ślady rekonstrukcji.
vivo ponownie najlepiej łączy ostrość, szczegółowość, niski poziom szumu i brak wyraźnych artefaktów. Co najważniejsze, nie jest to przewaga widoczna tylko w pojedynczej scenie – powtarza się na wszystkich wykonanych przez nas zdjęciach 10x.
Powiększenie 10x bardzo dobrze pokazuje, jak różne mogą być rezultaty fotografii obliczeniowej.
iPhone 18 Pro Max stosuje najbardziej zachowawcze podejście. Jego zdjęcia są miękkie i przy normalnym oglądaniu mogą sprawiać wrażenie naturalnych, ale po powiększeniu mają najmniej szczegółów i najwięcej szumu.
Galaxy S26 Ultra ma większy problem. Próbuje mocniej definiować szczegóły, ale często okupuje to widocznymi artefaktami, a w trudniejszym świetle nadal pozostawia dużo szumu. W naszych zdjęciach nie udało mu się więc wykorzystać przewagi, jaką teoretycznie powinien dawać natywny teleobiektyw 5x.
Pixel 11 Pro XL robi wyraźny krok naprzód. Skutecznie eliminuje szum i daje więcej szczegółów niż iPhone oraz Samsung. Jego mocniejsza obróbka bywa jednak widoczna w postaci zniekształceń drobnych krawędzi i liter.
vivo X300 Ultra wypada w naszym teście zdecydowanie najlepiej. Jako jedyny konsekwentnie dostarcza zdjęcia jednocześnie ostre, szczegółowe, pozbawione szumu i zazwyczaj bez wyraźnych artefaktów rekonstrukcji.
Co ciekawe, vivo osiąga taki rezultat mimo najkrótszej natywnej ogniskowej teleobiektywu. Kluczowa okazuje się jednak ogromna matryca 1/1,4 cala o rozdzielczości 200 MP. Przy dużych powiększeniach zapas rzeczywistej informacji z sensora okazuje się ważniejszy niż samo to, czy teleobiektyw startuje z 4x czy 5x.