Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy, która miała umożliwić uruchomienie bezpłatnego, państwowego eDziennika. Pilotaż systemu planowano na rok szkolny 2026/2027, a od września 2027 roku rozwiązanie miało być dostępne dla wszystkich zainteresowanych szkół.
Państwowy system nie miał obowiązkowo zastępować dotychczasowych dzienników. Dyrektor szkoły za zgodą organu prowadzącego sam decydowałby, czy placówka korzysta z rozwiązania publicznego, czy pozostaje przy usłudze komercyjnej. Ustawa została przyjęta przez Sejm 251 głosami, a następnie bez poprawek przez Senat. Prezydent zawetował ją 28 sierpnia.
Z jakich e-dzienników korzystają obecnie szkoły?
Dzienniki elektroniczne są już standardem w polskiej oświacie. Z danych Systemu Informacji Oświatowej przytoczonych w rządowej ocenie skutków regulacji wynika, że korzysta z nich 97,06 proc. spośród 14 030 szkół podstawowych i ponadpodstawowych, które przekazały informacje do systemu. Rynek jest obecnie komercyjny i według dokumentu wyraźnie dominują na nim dwaj dostawcy.
W praktyce uczniowie i rodzice najczęściej spotykają następujące systemy oraz aplikacje:
Oprócz nich w części placówek wykorzystywane są mniejsze rozwiązania, takie jak EduPage, iDziennik, Prymus czy MobiReg. Rodzic nie wybiera aplikacji samodzielnie – korzysta z systemu wskazanego przez szkołę lub samorząd.
Co miał oferować państwowy eDziennik?
W pierwszej fazie nauczyciele mieli wpisywać do niego oceny, frekwencję, tematy lekcji i oceny zachowania. Rodzice otrzymaliby dostęp do informacji o dziecku w aplikacji mObywatel, natomiast uczniowie w mObywatelu Juniorze. System miał być pozbawiony reklam, ofert handlowych i treści sponsorowanych. Planowano także jego integrację z Systemem Informacji Oświatowej, aby ograniczyć ponowne wpisywanie tych samych danych. Tak założenia systemu opisywało Ministerstwo Edukacji.
Docelowa wersja miała oferować także powiadomienia push, e-usprawiedliwienia, wiadomości, ogłoszenia, zastępstwa, materiały do lekcji oraz możliwość przełączania się między kontami dzieci.
Prezydent wskazuje na dane, koszty i zbyt szybkie wdrożenie
Karol Nawrocki uzasadnił weto trzema głównymi zastrzeżeniami. Pierwsze dotyczyło stworzenia centralnej bazy zawierającej m.in. numery PESEL, zdjęcia, oceny, frekwencję oraz informacje o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Zdaniem prezydenta ustawa nie określała wystarczająco szczegółowych standardów szyfrowania, audytów bezpieczeństwa i reagowania na awarie.
Drugim argumentem były koszty. Z rządowej oceny skutków regulacji wynika, że prace Centrum Informatycznego Edukacji miały kosztować 7,2 mln zł, a wydatki Ministerstwa Cyfryzacji i Centralnego Ośrodka Informatyki w latach 2026–2027 wyniosłyby 61,78 mln zł. Na utrzymanie i rozwój systemu w latach 2028–2035 przewidziano kolejne 147,49 mln zł. Łącznie daje to około 216,5 mln zł.
Trzecim zastrzeżeniem był harmonogram. Pilotaż miał rozpocząć się już w roku szkolnym 2026/2027, a system zostać szerzej udostępniony od 1 września 2027 roku. Prezydent uznał, że szkoły potrzebowałyby więcej czasu na szkolenia i przygotowanie organizacyjne.
Ministerstwo Cyfryzacji ocenia natomiast, że weto blokuje bezpłatną alternatywę dla komercyjnych systemów oraz utrwala konieczność korzystania z kilku oddzielnych kont i aplikacji. Resort wskazuje również, że integracja z SIO mogła zmniejszyć liczbę powtarzalnych czynności wykonywanych przez nauczycieli oraz administrację szkolną.
Po decyzji prezydenta dla uczniów i rodziców nic się na razie nie zmieni. Szkoły nadal będą korzystać przede wszystkim z Librusa, VULCANA, mobiDziennika i innych systemów komercyjnych. Zaplanowana usługa „Szkoła” w mObywatelu oraz dostęp do ocen i frekwencji w mObywatelu Juniorze nie zostaną uruchomione na podstawie zawetowanej ustawy.