Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

Newsy | Recenzje
Opinie: 0
Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Nothing Ear (3a) nie są następcą flagowych Ear (3). To nowa, bardziej kolorowa i funkcjonalna wersja idei znanej już z Ear (a). Słuchawki wyróżniają się wyglądem, oferują LDAC, ANC i wygodną aplikację. Kosztują na start sprzedaży 459 zł.

 

Najważniejsze wnioski po teście:

 

  • Największy atut: design. Ear (3a) wyglądają świeżo i dużo ciekawiej niż większość słuchawek TWS w podobnej cenie.
  • Najbardziej praktyczna nowość: Audio Snapshot i nagrywanie rozmów (na razie ta druga funkcja nie działa w Polsce, bo według komunikatu prasowego "Dostępność funkcji nagrywania połączeń, może się różnić w zależności od rynku i
    będzie uzależniona od uzyskania odpowiednich zezwoleń regulacyjnych i prawnych." 
  • Dźwięk: dobry, ale nie od razu idealny. Po wyjęciu z pudełka warto wejść w equalizer i dopasować charakter brzmienia do własnych preferencji.
  • ANC: skuteczne w codziennych warunkach, ale nie jest to poziom najlepszych konstrukcji Sony, Bose czy Apple.
  • Największa wada: sterowanie przez ściskanie trzonków. Działa, ale nie jest tak wygodne i ergonomiczne, jak powinno być w słuchawkach używanych codziennie.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

To następca Ear (a), nie Ear (3)

 

Nazewnictwo Nothing może wprowadzać w błąd. To nie są tańsze Ear (3) z jedną wyciętą funkcją. To bardziej rozbudowany, dojrzalszy następca Ear (a), który ma pozostać modelem bardziej masowym, kolorowym i cenowo rozsądnym.

Ear (3) są wyżej w hierarchii. Mają bardziej flagowy charakter, Super Mic w etui i są produktem dla osób, które chcą mieć najlepszy model Nothing w ofercie. Ear (3a) idą inną drogą: mają być bardziej „zakręcone” wizualnie, bardziej dostępne i przy okazji wprowadzają funkcję nagrywania, która może być dla wielu użytkowników ważniejsza niż część droższych rozwiązań z modelu Ear (3).

W porównaniu z Ear (a) nowy model jest wyraźnie ulepszony. Dostajemy większy przetwornik 12 mm zamiast 11 mm, nowe kolory, odświeżone etui, statusową diodę LED, cztery rozmiary silikonowych końcówek, Bluetooth 6.0, 8-pasmowy equalizer, dźwięk przestrzenny typu Static Spatial Audio oraz funkcje Audio Snapshot i nagrywania rozmów.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Design: Nothing nadal umie robić gadżety, które zachwycają wyglądem

 

Ear (3a) są bardzo ładne. I w przypadku Nothing to jedna z głównych cech produktu. Większość słuchawek TWS wygląda jak mniej lub bardziej udane klony AirPodsów. Nothing próbuje robić słuchawki, które mają własny charakter.

Transparentne elementy nadal są znakiem rozpoznawczym marki. Kolory - żółty oraz różowy – jeszcze bardziej wyróżniają ten produkt. Dla tradycjonalistów jest też wersja biała i czarna.

Etui jest lekkie, płaskie i wygodne do noszenia w kieszeni. Nowa dioda statusu jest praktyczna, bo pozwala szybko sprawdzić poziom baterii i stan parowania bez sięgania do aplikacji.

Same słuchawki są wygodne. W komplecie są cztery rozmiary końcówek - XS, S, M i L - więc łatwiej dobrać uszczelnienie niż w typowym zestawie z trzema kompletami gumek. To ma znaczenie nie tylko dla komfortu, ale przede wszystkim także dla basu i ANC. Przy źle dobranej końcówce można niesprawiedliwie ocenić zarówno brzmienie, jak i redukcję hałasu.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Sterowanie: ściskanie działa, ale ergonomia nie zachwyca

 

Największym zgrzytem pozostaje sterowanie. Nothing stawia na ściskanie trzonków: pojedyncze, podwójne, potrójne, dłuższe przytrzymanie i kombinacje do Audio Snapshot lub nagrywania rozmów. W teorii to bardzo logiczne. W praktyce ściskanie małych słuchawek dokanałowych nigdy nie jest tak naturalne, jak dotknięcie dużej płaskiej powierzchni albo fizyczny przycisk z wyraźnym klikiem.

Problem nie polega na tym, że system jest zawodny. Problem polega na tym, że wymaga precyzji. Trzeba złapać słuchawkę za niewielki element, nie przesunąć jej w uchu i wykonać gest z odpowiednim rytmem. Przy chodzeniu, w rękawiczkach, w zimie albo podczas szybkiej zmiany utworu nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie.

Aplikacja Nothing X częściowo ratuje sytuację, bo pozwala zmienić przypisane gesty. Można więc ograniczyć liczbę operacji wykonywanych na słuchawkach i zostawić na nich tylko najważniejsze funkcje. To jednak jest obejście problemu, a nie jego pełne rozwiązanie.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Nothing X: bardzo dobra aplikacja i dużo miejsca na zabawę dźwiękiem

 

Aplikacja Nothing X wygląda spójnie z całym światem Nothing i jest wystarczająco rozbudowana. Można w niej włączyć LDAC, dopasować ANC, uruchomić test dopasowania końcówek, sprawdzić lokalizację ostatniego połączenia, zarządzać dwoma urządzeniami, zmienić sterowanie i wejść w rozbudowany equalizer.

Najważniejszy jest equalizer. Ear (3a) nie są słuchawkami, które po wyjęciu z pudełka każdemu zabrzmią idealnie. Ich charakter można jednak sensownie poprawić. W prostym trybie są gotowe ustawienia, a w zaawansowanym 8-pasmowy EQ. Jest też sekcja Explore z profilami tworzonymi przez Nothing i społeczność.

Na Androidzie warto włączyć LDAC, jeśli zależy nam na jakości. Wówczas jednak tracimy opcję nagrywania. Na iPhonie zostajemy przy AAC, więc potencjał Hi-Res Wireless jest tam niewykorzystany.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Dźwięk: dobry, ale equalizer jest potrzebny

 

Ear (3a) grają „wystarczająco”. Bas jest obecny i ma energię. Nie jest to jednak bas perfekcyjnie kontrolowany i subtelny. Po korekcie w equalizerze sytuacja wyraźnie się poprawia. W domyślnych ustawieniach jest bardzo dużo średnich tonów i trzeba je ograniczyć w ustawieniach. Nie są to słuchawki dla audiofilów, ale mniej wymagający fani muzyki popularnej będą z nich na pewno zadowoleni. Nie traktowałbym też trybu fabrycznego jako ostatecznego brzmienia tych słuchawek.

Ear (3a) są po prostu dobrymi słuchawkami do codziennego słuchania: do popu, elektroniki, podcastów, YouTube’a, rozmów i muzyki w tle podczas pracy. Nie jest to audiofilska konstrukcja, która zawstydzi droższych konkurentów.

Static Spatial Audio jest dodatkiem, z którego część osób będzie korzystać, a część wyłączy po pierwszym dniu. Efekt powiększa scenę i może sprawdzać się w filmach lub grach, ale w muzyce nie zawsze brzmi naturalnie.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

ANC: dobre do miasta i biura, ale liderzy rynku mogą spać spokojnie

 

Nothing deklaruje do 45 dB redukcji hałasu i szerokopasmowe ANC działające także w wyższej części pasma. W praktyce Ear (3a) dobrze radzą sobie z jednostajnym szumem: klimatyzacją, ruchem ulicznym, niskim buczeniem komunikacji miejskiej czy ogólnym tłem biura. W takich warunkach redukcja jest odczuwalna i poprawia komfort słuchania.

Nie jest to jednak ANC z absolutnej czołówki. Najlepsze modele Sony, Bose czy Apple nadal skuteczniej odcinają od świata, szczególnie gdy hałas jest zmienny, głośny albo ma dużo wysokich częstotliwości. Ear (3a) nie udają, że są słuchawkami za ponad tysiąc złotych. Oferują solidną redukcję hałasu, ale ich przewagą pozostaje cały pakiet: wygląd, aplikacja, funkcje nagrywania i LDAC.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Audio Snapshot i nagrywanie: ta funkcja naprawdę ma sens

 

Najciekawszą funkcją Ear (3a) nie jest ANC ani LDAC, tylko nagrywanie. Słuchawki mają 32 MB wbudowanej pamięci i potrafią zapisywać dźwięk bezpośrednio na urządzeniu. Audio Snapshot pozwala uchwycić fragment tego, czego słuchamy - muzyki, podcastu, wykładu, rozmowy online czy materiału wideo. Można też zachować do 30 sekund sprzed uruchomienia nagrywania.

Dla dziennikarza, studenta, osoby robiącej dużo spotkań albo kogoś, kto regularnie słucha podcastów i chce zapamiętać konkretny fragment, to może być świetne narzędzie. W aplikacji Nothing X nagrania są synchronizowane, można je odtworzyć, udostępnić, przyspieszyć, edytować i transkrybować. Nothing dorzuca też trzy miesiące Pro Transcription z limitem 120 minut miesięcznie.

Nagrywanie rozmów w czasie naszych testów nie działało. Najprawdopodobniej wynika to z ograniczeń prawnych w UE. To nieco dziwne, bo Nothing przewidziało nawet komunikat informujący uczestników rozmowy, że rozpoczęto nagrywanie. To ważne, bo funkcja nie powinna być traktowana jako ukryty dyktafon, tylko jako wygodne narzędzie do legalnego i świadomego zapisywania rozmów lub spotkań.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Rozmowy i mikrofony

 

Każda słuchawka ma trzy mikrofony MEMS, a Nothing korzysta z Clear Voice Technology i AI ENC. Rozmowy wypadają dobrze w typowych warunkach: w mieszkaniu, biurze, w samochodzie jako pasażer, na spokojniejszej ulicy. Głos jest czytelny i nie trzeba mówić głośniej niż zwykle.

Przy silnym wietrze albo bardzo hałaśliwym otoczeniu algorytmy zaczynają mocniej pracować i wtedy głos może brzmieć mniej naturalnie. To typowe dla tej klasy słuchawek.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Bateria i łączność

 

Nothing deklaruje do 42 godzin pracy z etui i szybkie ładowanie, które po 5 minutach ma dawać do godziny odtwarzania przy wyłączonym ANC. W praktyce przy korzystaniu z ANC, LDAC i większej głośności trzeba liczyć się z krótszym czasem pracy, ale to normalne dla TWS-ów. Najważniejsze, że etui zapewnia spokojny zapas na kilka dni typowego używania.

Bluetooth 6.0 brzmi bardzo efektownie w specyfikacji i jest jednym z elementów odróżniających Ear (3a) od Ear (a), które korzystały z Bluetooth 5.3. Dual connection pozwala mieć podpięty telefon i komputer, a aplikacja daje kontrolę nad połączeniami.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Porównanie: Ear (3a) kontra Ear (a) i Ear (3)

 

Ear (3a) są najciekawszą opcją dla osób, które podobały się Ear (a), ale chciałyby większego przetwornika, lepszej aplikacji, nowych kolorów i funkcji nagrywania. Ear (3) nadal powinny zostać modelem dla tych, którzy chcą flagowego Nothinga i Super Mic w etui. Ear (a) będą miały sens tylko wtedy, gdy ich cena mocno spadnie.

 

Cecha

Nothing Ear (3a)

Nothing Ear (a)

Nothing Ear (3)

Pozycjonowanie

Następca idei Ear (a), model bardziej dostępny i kolorowy

Poprzedni tańszy model Nothing

Model wyżej pozycjonowany, bardziej flagowy

Design

Nowe etui, cztery kolory, mocny efekt „gadżetu”

Transparentna stylistyka, m.in. żółta wersja

Bardziej techniczny wygląd, transparentne etui

Przetwornik

12 mm dynamiczny

11 mm dynamiczny

12 mm dynamiczny

Kodeki

AAC, SBC, LDAC

AAC, SBC, LDAC

LDAC / Hi-Res 24-bit

ANC

Do 45 dB, szerokopasmowe ANC

Do 45 dB

Do 45 dB

Nagrywanie

Audio Snapshot i nagrywanie rozmów bezpośrednio na słuchawkach

Brak tej funkcji

Super Mic w etui jako główny wyróżnik

Aplikacja

8-pasmowy EQ, profile, Static Spatial Audio, dual connection

Custom EQ, Bass Enhance, dual connection

Nothing X i funkcje modelu flagowego

Łączność

Bluetooth 6.0

Bluetooth 5.3

Model wyżej pozycjonowany; szczegóły zależne od wersji/rynku

Cena

Nieoficjalnie równowartość 99 euro

W polskim sklepie widoczna cena 390 zł

W polskim sklepie widoczna cena promocyjna 565 zł przy cenie przekreślonej 784 zł

 
 
 

Cecha

Nothing Ear (3)

Pozycjonowanie

Model wyżej pozycjonowany, bardziej flagowy

Design

Bardziej techniczny wygląd, transparentne etui

Przetwornik

12 mm dynamiczny

Kodeki

LDAC / Hi-Res 24-bit

ANC

Do 45 dB

Nagrywanie

Super Mic w etui jako główny wyróżnik

Aplikacja

Nothing X i funkcje modelu flagowego

Łączność

Model wyżej pozycjonowany; szczegóły zależne od wersji/rynku

Cena

W polskim sklepie widoczna cena promocyjna 565 zł przy cenie przekreślonej 784 zł

 
 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Wady

 

  • sterowanie przez ściskanie nie jest wystarczająco wygodne i wymaga przyzwyczajenia;
  • dźwięk po wyjęciu z pudełka warto poprawić equalizerem;
  • ANC jest dobre, ale nie dorównuje najlepszym modelom na rynku;
  • przy zbyt wysokiej cenie Ear (3a) mogą znaleźć się niebezpiecznie blisko Ear (3).

 

Zalety

 

  • bardzo atrakcyjny i rozpoznawalny design;
  • funkcja Audio Snapshot
  • dobra aplikacja Nothing X z rozbudowanym equalizerem;
  • LDAC i certyfikacja Hi-Res Wireless na Androidzie;
  • solidne ANC do miasta, biura i komunikacji;
  • wygodne etui z diodą statusu;
  • cztery rozmiary końcówek w pudełku;
  • dual connection i stabilna łączność.

 

Test Nothing Ear (3a) - najładniejsze słuchawki w tej klasie

 

Podsumowanie

 

Nothing Ear (3a) to słuchawki, które najpierw kupuje się oczami, a dopiero później docenia za funkcje. Wyglądają świetnie i nie udają kolejnych anonimowych pchełek z ANC. Ich największą przewagą jest połączenie designu, dobrej aplikacji i nagrywania Audio Snapshot. Ta ostatnia funkcja jest naprawdę użyteczna i może być powodem, dla którego ktoś wybierze właśnie ten model.

Dźwięk jest dobry, ale wymaga chwili z equalizerem. ANC jest skuteczne, ale nie wybitne. Sterowanie przez ściskanie jest funkcjonalne, lecz ergonomicznie mogłoby być lepsze.

Kluczowa jest cena. Nothing zrobiło bardzo ładne i sensownie wyposażone słuchawki. Teraz chyba tylko powinno delikatnie obniżyć ich cenę z 459 zł na start sprzedaży.

 

Opinie:

Rekomendowane:

Akcje partnerskie: