5G po roku – sytuacja w Polsce i Wielkiej Brytanii

Najważniejsze | Newsy
Opinie: 0
5G po roku – sytuacja w Polsce i Wielkiej Brytanii

Od wprowadzenia 5G w Wielkiej Brytanii minęło ponad 14 miesięcy. W moich artykułach (1, 2, 3, 4) wspominałem o prędkościach, zasięgu i niedoskonałościach raczkującej technologii. Ponad rok to jednak sporo czasu zarówno na techniczne dopracowanie sieci, jak i dopieszczenie ofert dla klientów. Czy tak się stało? I jak na tym tle wypada Polska?

Brytyjscy operatorzy świadczą usługi w oparciu na powszechnie stosowane pasmo NR78, w którym zadziała praktycznie każdy dostępny smartfon. Nieoficjalnie mówiło się o wykorzystaniu części LTE lub zastosowaniu technologii DSS, jednakże ze względu na olbrzymi ruch w sieci 4G wydaje się to niewykonalne. W przyszłości planowana jest aukcja zasięgowego pasma 700 MHz, lecz jak na razie ratowanie gospodarki po pandemii przesuwa ją w nieokreśloną przyszłość.

Po początkowym „wyścigu zbrojeń”, gdzie każdy z operatorów starał się jak najszybciej uruchomić choćby szczątkowe 5G nastąpił okres stagnacji.  Prędko okazało się że sam wskaźnik obok kresek zasięgu nie ma większego znaczenia, a  kosmiczna prędkość dla większości brytyjskich Brownów i Smithów nie jest potrzebna.  5G stało się jedną z oferowanych usług, niezbyt eksponowaną i marketingowo zapomnianą. Dla abonenta nie ma to obecnie większego znaczenia zwłaszcza w EE czy Vodafone z bardzo dobrze rozwiniętą i pojemną siecią LTE.  Mimo to właśnie ta dwójka najszybciej rozbudowuje swoje 5G, a reszta nadrabia miną. Niestety to nie żart. O2 i Three nie dość, że odstają od konkurencji w kwestii zasięgu i ilości częstotliwości 4G/LTE, to jeszcze nie popisują się, jeśli chodzi o nową sieć. Widać to zwłaszcza w przypadku najmniejszego gracza, gdzie brak 2G, słabe 3G 2100 oraz bardzo dziurawe LTE 800/1800/2100 to kiepska baza pod 5G. Znalezienie się w zasięgu piątej generacji graniczy z cudem i możliwe jest jedynie w kilkudziesięciu punktach w Londynie i poza. Więcej o Three i ich słynnym 5G pisałem tutaj i od czasu publikacji praktycznie nic się nie zmieniło. Podobnie sprawa ma się z O2. Zasięgu nadal nie ma w najważniejszych punktach stolicy i pozostały za to spore problemy przy przełączeniach do 4G, o których wspominałem podczas Testu 5G w zeszłym roku, Dochodzi do tego, że wielu abonentów dla świętego spokoju przełącza telefon w tryb 4G/3G/2G, bo dość mają zrywania połączeń czy głuchych telefonów.  Strata jest niewielka, bo 4G w wielu miejscach Londynu bywa szybsze od 5G, zwłaszcza tam gdzie działa MIMO i agregacja pasma 40 2x20 MHz. Na przedmieściach bywa różnie choć np. moja „domowa” stacja 4G 800/1800/2100/2300, pomimo dużego obciążenia, z łatwością deklasuje większość 5G zapewniając stabilne 200-250 Mbps i niższy ping.

Niewiele zmieniło się w taryfach i ofertach operatorów. Praktycznie żadna z sieci nie pobiera opłat dodatkowych za przywilej korzystania z 5G. Three i Vodafone udostępniają ją w prepaidach, lecz o ile ten pierwszy po prostu wpuszcza każdą kartę SIM, o tyle drugi wymaga aktywowania dość drogiego pakietu z dużą paczką danych oraz nielimitowanymi połączeniami i wiadomościami.  Wszystkie sieci oferują 5G dla swoich MVNO. W ostatnim czasie Vodafone zaprezentował nieco odmienne podejście do opłat za przesyłane dane. Każda z ich nowych taryf oferuje nielimitowany internet 5G, ale jednak z ograniczeniami prędkości: 2Mbps, 10 Mbps i maksymalną dostępną. Sporo osób, które znam ma aktywną opcję środkową i nawet nie wie, że ma jakieś ograniczenia. To też daje do myślenia i nasuwa pytanie: jak szybkiego łącza w telefonie potrzebuje przeciętny Brown w UK lub Kowalski w Polsce?

Pytań jest znacznie więcej. Co dalej z 5G? Kiedy owa „rewolucja w telekomunikacji” pokaże wreszcie coś naprawdę rewolucyjnego? Tego chyba nie wie nikt, nawet największy brytyjski portal 5g.co.uk ostatnio przystopował z krzykliwymi newsami o autonomicznych samochodach, hologramach grających w koszykówkę i operacjach medycznych na odległość.

Co pozostało? Standard, który obecnie niewiele wnosi, ale na szczęście nie przeszkadza. 5G to nadal tylko zabawka dla pasjonatów biegających po mieście mierząc prędkości w swoich telefonach, a gdzieniegdzie faktyczne usprawnienie działania sieci.  Pojawia się coraz więcej tanich smartfonów z średniej półki obsługujących 5G, a operatorzy traktują nową sieć jako techniczne uzupełnienie istniejącego LTE.

Kiedy zatem spełnią się obietnice o futurystycznych zastosowaniach 5G? Sprawa jest otwarta, lecz chyba jeszcze trochę na to poczekamy. Osobiście bałbym się wsiąść do auta kierowanego przez obecne 5G. Myślę, że technologia w obecnej formie przypomina pierwszą generację GSM jeszcze bez pełnej obsługi SMSów i transmisji danych. Działa, ale nie do końca. Może bardziej właściwie było by nazwać ją 4.5G lub 4.75G? Bo taka też jest prawda. Sieci NSA są niczym innym jak rozwinięciem istniejącego LTE i być może podstawą do dalszego rozwoju. Kiedy ona nastąpi? W UK jedynie Vodafone prowadzi testy laboratoryjne 5G SA, większość nawet nowych słuchawek nie go obsłuży, a VoNR nawet nie jest jeszcze do końca opracowane.

Wróćmy na chwilę nad Tamizę, Jedynym brytyjskim operatorem, który przez rok wyciągnął właściwe wnioski wydaje się być EE. Konsekwentnie udoskonala on swoje LTE i dokłada 5G do wszystkich stacji w rejonie dużych aglomeracji. Ich sposób budowy sieci wyklucza ograniczanie się do „wysp” jak w dużej mierze robią pozostali, lecz zapewnia ciągłość pokrycia na danym obszarze ograniczoną jedynie przez wysokie częstotliwości pasma NR78. W ten sposób powstaje stabilny fundament dla prawdziwego 5G SA w postaci odpowiednich anten i szybkiego dosyłu do stacji. W przyszłości zapewne wystarczy aktualizacja oprogramowania.

Oprócz przemyślanego rozplanowania sieci EE umiało sobie poradzić z problemami technicznymi, które nadal dręczą abonentów innych sieci.  Wszystko po prostu działa a przeciętny użytkownik zwykle nie musi wiedzieć, czy korzysta z szybkiego LTE 800/1800/2100/2600 czy może 5G. Dzięki rozbudowie praktycznie każdej stacji w rejonach miejskich lub takich z dużym ruchem nie występuje zjawisko zapychania się BTSów i internet w smartfonie czy tablecie zawsze działa z dużą prędkością. Inne sieci starają się dorównać EE jednak wygląda na to, że zajmie im to nieco czasu. Moja komórka w O2 nadal odmawia połączenia się z czymkolwiek w niektórych miejscach centrum stolicy, choć problem tej konkretnej zapchanej stacji znany jest od lat.  I jak tu poważnie myśleć o prawdziwym 5G, gdy telefon zrzuca nas do EDGE?

Jak w świetle tego wszystkiego wygląda sprawa 5G w Polsce? Wszystkie krajowe sieci oferują dostęp do nowej technologii. Orange, T-Mobile oraz Play wykroili na ten cel cześć pasma 2100 MHz korzystając za razem z technologii DSS. Plus zdecydował się na użycie 40 MHz pasma 2600. I w sumie tylko w tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z czymś godnym miana prawdziwego 5G. Reszta operatorów wprowadziła 5G ze względów marketingowych, aby nie pozostać w tyle za Solorzem. Być może chodzi  także o przygotowanie sieci tak, aby po aukcji częstotliwości móc błyskawicznie uruchomić usługi w paśmie NR78.

Mimo wszystko to właśnie w Polsce 5G posiada niszę, która już teraz może pokazać jego potencjał. Ową niszą jest znacznie większa niż na zachodzie popularność internetu mobilnego.  To tu nowa generacja będzie mieć szerokie pole do popisu. Od lat w wielu domach dostęp do sieci zapewniają łącza mobilne.  W takich warunkach przyda się duża prędkość ściągania plików oraz odporność na przeciążenia. Instalacje typu IDU-ODU można skonfigurować na tyle optymalnie, że jakość będzie porównywalna do łączy kablowych. Sądzę, że polscy operatorzy bardzo szybko wprowadzą odpowiednie oferty oraz rozwiną zasięg.

Na koniec kilka słów na temat urządzeń 5G. Cytując klasyka chce się powiedzieć „ja tu widzę niezły burdel”. Pod tymi niezbyt eleganckimi słowami kryje się olbrzymia fragmentacja, brak ogólnie przyjętego spektrum częstotliwości i standardów definiujących współpracę między siecią a urządzeniem abonenckim. W UK problem ten występuje na mniejszą skalę ze względu na używanie standardowego pasma NR78. W przypadku niezgodności programowych w większości przypadków można je rozwiązać poprzez wgranie odpowiedniej wersji ściągniętej z internetu. W Polsce niestety jest znacznie gorzej. Z urządzeń 5G pierwszej generacji (np. seria S10 Samsunga) nie zadziała praktycznie żadne. Zakup któregoś z tegorocznych modeli również nie gwarantuje poprawnej współpracy. Czytając komentarze i testy portali branżowych można zauważyć brak jakichkolwiek reguł definiujących czy dany smartfon „zatrybi” czy nie. Kłopoty mają nawet najdroższe flagowce Samsunga teoretycznie wspierające odpowiednie częstotliwości i technologie.  Inne potrzebują oprogramowania danego operatora. To bardzo, bardzo niepokojące. Grozi nam powrót sytuacji z czasów sieci analogowych, gdzie telefony z jednej sieci nie działały w drugiej. Rok temu pisząc dość krytycznie o VoLTE i VoWifi jako technologiach niedopracowanych technicznie nie sądziłem, że 5G dołączy do tego niechlubnego grona i to w najgorszy z możliwych sposobów.

Rok 2020 trudno nazwać rokiem 5G. Duży wpływ miała na to pandemia koronawirusa, a w samej Wielkiej Brytanii niedawne wykluczenie Huawei.  Ciężko przewidzieć co przyniesie twardy Brexit wraz z jego barierami i wyjściem UK ze wspólnego rynku. Polska,  pomimo trudności technicznych, ma znacznie lepsze perspektywy i być może konkretny pomysł na wykorzystanie 5G jako domowego internetu. Wiele zależy od decyzji politycznych oraz przebiegu kolejnych aukcji częstotliwości. Wygląda jednak na to, że już niebawem mieszkańcy Europy Zachodniej po raz kolejny będą nam zazdrościć jakości sieci oraz zasięgu. Oby ten moment nadszedł jak najszybciej.

Rekomendowane:

Akcje partnerskie: